Magazyn komiksowy „Relax” – kultowe wydawnictwo z lat 70. i 80. XX wieku

Kiedy myślę o epoce PRL-u i mojej pasji do komiksów, nie sposób pominąć magazynu „Relax”. Dzisiaj, stojąc w dobie cyfrowej, przeglądam internetowe archiwa czy reprinty, ale wtedy – w drugiej połowie lat 70. i na początku 80. – to właśnie tygodniki, dwutygodniki i miesięczniki były drzwiami do świata ilustracji i rysowanej fabuły. „Relax” (z naciskiem na literę „x” na końcu, która brzmiała tak zaskakująco nowocześnie) przyciągał wzrok swoją okładką, intensywnymi kolorami i – co najistotniejsze – niebanalną zawartością. Ta gazeta komiksowa szybko stała się mekką dla młodych fanów sztuki rysunkowej, zapewniając im możliwość zapoznania się z polskimi i zagranicznymi twórcami w czasach, w których zachodnie albumy komiksowe były luksusem trudnym do zdobycia.
Czuję jednak, że warto sięgnąć głębiej i pokazać, skąd „Relax” się wziął, kim byli autorzy, jakie przygody skrywały się w jego środku i dlaczego do dzisiaj wzbudza sentyment u ludzi, którzy dorastali w czasach minionych dekad. Dlatego zdecydowałem się na sporządzenie niniejszej opowieści – wspomnienia, a może hołdu dla magazynu, który w polskim komiksie lat 70. i 80. XX wieku odegrał szczególną rolę.
1. Przed narodzinami „Relaxu” – krótki kontekst lat 70.
W latach 70. XX wieku w Polsce wszystko musiało się dziać w ramach realiów gospodarczych i politycznych PRL. Wydawnictwa komiksowe – choć cieszyły się popularnością wśród dzieci i młodzieży – nie miały łatwej drogi do masowego czytelnika. O ile komiks w Związku Radzieckim czy Czechach też istniał, to w Polsce funkcjonował głównie w formie zeszytów (jak słynna seria „Kapitan Żbik”) lub historyjek pojawiających się w pisemkach młodzieżowych. W tamtym okresie nie sposób było iść do kiosku i przebierać w tytułach: „Tytus, Romek i A’Tomek” Papcia Chmiela oferował pewną, raczej krótką odskocznię, inne komiksy niemal wyłącznie sprowadzały się do publikacji okolicznościowych, np. w „Świecie Młodych”.
To właśnie wtedy, około roku 1976, pojawił się pomysł, by stworzyć magazyn przeznaczony wyłącznie dla dorosłych i młodzieży, aspirujący do miana polskiego „Marvel Comics” (choć może to zbyt duże porównanie). Nazwano go „Relax” – i faktycznie zamierzał dostarczyć rozrywki na wysokim poziomie rysowniczego kunsztu.
2. Narodziny „Relaxu” – idea i pierwsi twórcy
„Relax” zaczął ukazywać się w 1976 roku nakładem Wydawnictwa Sport i Turystyka, co zresztą brzmiało dość osobliwie dla pisma komiksowego – kojarzone raczej z branżami sportowymi czy krajoznawczymi. Był to jednak efekt realiów. Bezpieczna forma i mecenat państwa sprawiały, że pismo mogło otrzymać zielone światło na druk i dystrybucję.
Twórcy tego magazynu to w dużej mierze autorzy związani z polską szkołą komiksu. Znaleźli się tam wybitni rysownicy, scenarzyści, którzy nie mieli dotąd jednoznacznej przestrzeni do prezentacji swojego talentu. Nazwiska, takie jak Tadeusz Baranowski, Jerzy Wróblewski, Grzegorz Rosiński (tak, ten sam, który później zasłynął serią „Thorgal”) czy Bogusław Polch (autor rysunków do „Funky Koval”), zaczęły pojawiać się w kolejnych numerach. Każdy z nich wnosił inny styl graficzny i narracyjny.
Pojawienie się „Relaxu” było więc niejako platformą ekspresji tej barwnej grupy autorów, którzy dotąd funkcjonowali raczej w rozproszeniu. Sam fakt, że w jednym numerze mogło się znaleźć kilka krótkich form komiksowych – a czasem i dłuższe historie w odcinkach – czynił z „Relaxu” miejsce, gdzie czytelnik obcował z szeroką gamą tematów i konwencji. Od s-f, przez przygodę i sensację, po adaptacje historyczne, a nawet westerny. Był to niemal ewenement w świecie komiksu polskiego, zdominowanym dotychczas przez serię kapitana Żbika i pojedyncze albumy.
3. Rozwój magazynu – struktura, format i zawartość
„Relax” ukazywał się w formacie zbliżonym do dzisiejszego A4, zwykle liczył kilkadziesiąt stron (czasem 32, czasem 40). Czytelnicy byli pod wrażeniem intensywnych kolorów okładek, a także dość dobrej jakości druku w środku – przynajmniej jak na warunki PRL-u. Wewnątrz znajdowało się kilka lub kilkanaście krótkich komiksów, niekiedy wzbogaconych artykułami o tematyce popularnonaukowej, ciekawostkami turystycznymi albo krótkimi felietonami o sztuce komiksu. Dzięki tym felietonom czytelnicy mogli poznać kulisy pracy rysownika, zobaczyć proces twórczy i skosztować nieco teorii. Trzeba jednak dodać, że treści te były często ograniczane przez cenzurę, więc pewne wątki polityczne czy światopoglądowe musiały przebiegać w dość ostrożny sposób.
Bohaterowie i historie w „Relaxie” odzwierciedlały pewien eklektyzm. Z jednej strony mieliśmy wątki historyczne o polskiej przeszłości (np. powstania, anegdoty z frontu II wojny światowej), z drugiej – awanturnicze sagi o piratach czy napady na Dzikim Zachodzie. Popularne okazywały się krótkie formy sensacyjne, np. potyczki milicjanta czy potajemne misje wywiadowcze. Zdarzały się też rozbudowane space-opery, które trafiały do kolejnych numerów jako odcinki kontynuowane. Autorzy scenariuszy bywali różni, co powodowało znaczną zmienność klimatu komiksów w obrębie jednego numeru – i to właśnie odróżniało „Relax” od typowego, jednorodnego zeszytu jednego autora.
4. Wpływ i recepcja – jak „Relax” zapadł w pamięć pokolenia
Dla fanów, którzy dojrzewali w latach 70. i 80., „Relax” stanowił wrota do kolorowej wyobraźni i do świata przygód. Dziecięca fascynacja rysunkiem, dynamiką kadrów i możliwością śledzenia ulubionych bohaterów w odcinkach przypominała obcowanie z czymś niemal magicznym. Poza tym, w tamtej epoce nie było takiej dostępności komiksów z Zachodu, bo cenzura i ograniczenia importowe skutecznie hamowały napływ zachodnich wydawnictw. „Relax” wypełniał więc tę lukę, dając polskim czytelnikom substytut czasopism rodem z Francji czy USA.
Mimo to, pismo nie obyło się bez problemów. Wydawca musiał ciągle zmagać się z niedoborami papieru, limitami nakładów, a czasem też z ingerencjami cenzorskimi w treść scenariuszy. Ostatecznie losy „Relaxu” potoczyły się tak, że końcem lat 70. i na początku 80. zaczęły się pojawiać różne perturbacje (m.in. upadek entuzjazmu w polskiej prasie kolorowej w dobie kryzysu gospodarczego). Koniec końców, magazyn przestał się ukazywać w 1981 roku, pozostawiając po sobie kilkadziesiąt numerów, do których współcześni kolekcjonerzy i wielbiciele polskiej sztuki komiksowej sięgają z nostalgią.
5. Najsłynniejsze cykle komiksowe w „Relaxie”
-
„Najdłuższa podróż”, rysunki Grzegorza Rosińskiego
Uważam, że każda osoba kochająca twórczość Rosińskiego kojarzy specyficzny styl jego wczesnego okresu. Właśnie dzięki „Relaxowi” rysownik mógł w praktyce wypróbować konwencję przygodowo-fantastyczną, która w dalszych latach znalazła pełnię w „Thorgalu”. -
Komiksowe adaptacje legend i mitów
Twórcy starali się często nawiązywać do polskiego dziedzictwa, wprowadzając adaptacje legend słowiańskich czy wątków ludowych (z punktu widzenia władz był to wątek dość „bezpieczny” ideologicznie). Dla czytelników wychowanych na podaniach o smokach i księżniczkach było to niczym skrzyżowanie współczesnej formy z rodzimą tradycją. -
Kryminały i historie milicyjne
Choć milicja obywatelska w tamtych czasach cieszyła się specyficznym wizerunkiem, pojawiały się opowieści sensacyjne w stylu „Z archiwum MO” – zapewne jako próba zainteresowania młodzieży ideałami bezpieczeństwa. Z perspektywy lat można uznać je za ciekawy przykład ówczesnej propagandy i sposobu myślenia o walce ze „złoczyńcami.” -
Westerny, SF i egzotyka
Wbrew pozorom, cenzura pozwalała na pokazywanie Dzikiego Zachodu, o ile tylko nie wchodził w konflikt z linią polityczną. Westernowe opowiastki, czasem narysowane z imponującą szczegółowością, cieszyły się dużym zainteresowaniem chłopaków i dziewcząt. Wątek science fiction też nie był obcy – scenariusze pełne robotów, statków kosmicznych i futurystycznych miast, co dobrze rezonowało z fascynacją postępem, tak charakterystyczną dla lat 70.
6. Poszukiwanie numerów dziś – gratka dla kolekcjonerów
Współcześnie oryginalne numery „Relaxu” stanowią obiekt pożądania wśród fanów staropolskiego komiksu. Co prawda, w pewnych okresach trafiały się reedycje i zbiory, ale żaden album w twardej oprawie nie odda w pełni klimatu tamtych wydań. Komiksowe archiwum potrafi zawierać:
-
mocne ślady zużycia, zagięte rogi,
-
nazwiska rysowników wypisane w charakterystyczny sposób,
-
odcinki nieskończone, bo pismo zdążyło się zamknąć,
-
a nieraz zaskakujące ogłoszenia i reklamy tamtej epoki.
W Antykwariacie Szarlatan z dumą pokazujemy egzemplarze, które udaje nam się wykupić w ramach skupu książek i skupu staroci. Wielu kolekcjonerów przychodzi do nas z gotową listą brakujących numerów – pragną stworzyć pełny zestaw kilkudziesięciu numerów, a to już nie lada wyzwanie! Niektóre z najwcześniejszych wydań (np. numer 1) osiągają całkiem wysokie ceny, zwłaszcza w bardzo dobrym stanie.
Ktoś, kto chce złożyć kompletną kolekcję, musi często przekopać się przez rozmaite antykwariaty i giełdy. Wspomniany Wrocław, miasto z długą tradycją literacką, kulturalną i komiksową, stanowi naturalne środowisko dla fanów, którzy liczą na szczęśliwy traf i znalezienie rzadkich egzemplarzy za przyzwoitą sumę. Niektórzy jednak nie czekają, lecz regularnie zaglądają do naszego antykwariatu, licząc, że pewnego dnia na półce pojawi się poszukiwany numer.
7. Czy „Relax” ma wpływ na współczesnych twórców?
Wielu współczesnych rysowników komiksowych przyznaje, że to właśnie „Relax” był pierwszym impulsem rozbudzającym pasję rysowniczą. Podpatrywanie projektów Rosińskiego czy Baranowskiego stanowiło dla nich lekcję kadrowania, budowania dynamiki i koloru. Nawet jeśli realia PRL-u dzisiaj należą do przeszłości, warsztat artystów tamtego czasu pozostaje żywy w pamięci – szczególnie, że ci artyści z czasem wypłynęli na szerokie wody europejskiego czy globalnego komiksu, docierając do tytułów publikowanych w różnych państwach.
Oczywiście każdy kolejny artysta wnosi coś nowego, lecz bez fundamentu polskiego rysunku z lat 70. trudno by mówić o rozwinięciu się współczesnej sceny komiksowej. Jest to ciągłość pokoleniowa, która pokazuje, że nawet takie pismo, wydawane na statecznym papierze w ograniczonych nakładach, mogło zainicjować autentyczny ruch fanowski.
8. Moje osobiste wspomnienia i sympatia
Gdy byłem dzieckiem, dom rodzinny przechowywał jedenaście numerów „Relaxu” w starym pudełku po butach. Znajdowałem tam przygodę, której nie oferowały szkolne podręczniki ani nawet zachodnie filmy, które sporadycznie gościły na ekranie telewizora. Zdarzało się, że wieczorami przeglądałem te numery i wyobrażałem sobie, jak mógłby wyglądać ciąg dalszy historii, które nie zostały dokończone. Dzisiaj, stojąc z perspektywy dojrzałego fana, patrzę na te magazyny z ciepłem w sercu. Widzę niedoskonałości druku, wyblakłe kolory – ale też wyraźny dowód tamtego zaangażowania twórców, którzy mieli ograniczenia czasowe, materiałowe i cenzuralne, a mimo to tworzyli coś fascynującego.
Do dzisiaj, kiedy trafiam w antykwariacie na jakiś kolejny numer „Relaxu,” który mi umknął, czuję dreszczyk emocji. Natychmiast zaczynam analizować: czy rysował to Wróblewski? Jakie historie się w nim ukazują? To nie tylko upór kolekcjonerski, lecz powrót do dziecięcej radości i czystej miłości do rysunkowej narracji.
9. Wartość sentymentalna i rynkowa
Z punktu widzenia kolekcjonerskiego i historycznego „Relax” jest swoistym reliktem. Chociaż nakłady w tamtych czasach nie były maleńkie, to do dzisiejszych dni nie przetrwało zbyt wiele egzemplarzy w dobrym stanie. Papier bywał jakości przeciętnej, przechowywanie w piwnicach, strychach i schowkach przyczyniało się do zniszczeń. Co za tym idzie, poszczególne numery magazynu bywają zdecydowanie poszukiwane na internetowych giełdach i forach, a antykwariaty chętnie je przyjmują w ramach skupu książek czy prasy archiwalnej.
Dla jednych ważna jest czysto materialna i estetyczna strona, ale większość kupujących ceni raczej kontekst epoki i możliwość prześledzenia genezy polskiego komiksu. Ktoś, kto obcuje z tym tytułem, ma szansę odczytać „DNA” rodzimej sztuki rysunkowej i zrozumieć, jak gruntowały się talenty, które w latach 80. i 90. zaczęły rozkwitać.
W efekcie spotyka się kolekcjonerów gotowych wydać pokaźne kwoty, by dopełnić swój zestaw wszystkich numerów od 1 do ostatniego. Czasem w „Relaxie” pojawiały się dodatki typu plakat lub naklejka, a brak tych drobiazgów obniża wartość egzemplarza. Każdy taki detal czyni proces zbierania jeszcze bardziej emocjonującym.
10. Możliwość reedycji i współczesne działania
Nieco lat temu wydawnictwa zaczęły przypominać dorobek „Relaxu” – pojawiały się antologie z wybranymi historiami. Część dawnych twórców, włącznie z Rosińskim, zgodziła się na te reprinty, dzięki czemu nowe pokolenie może poznawać echa tamtej ery. Oczywiście oryginalne numery mają nieporównywalny klimat i dlatego wciąż budzą emocje wśród fanów oryginału.
Niektórzy sugerowali reaktywację tytułu w XXI wieku. Pojawiały się nawet drobne próby kontynuacji formuły – ale to już nie to samo. Dziś rynek komiksu w Polsce wygląda zupełnie inaczej, a dawna magia kolportażu i trudno dostępnej prasy w kioskowej formie przeminęła. Mimo to idea selekcji różnorodnych komiksów w jednym magazynie jest wciąż żywa – tyle że odbywa się raczej w Internecie, w witrynach i aplikacjach.
11. Komu polecam i dlaczego warto?
Każdemu, kto szanuje historię polskiego komiksu, kto lubi odkrywać retro estetykę lat 70. i 80., a także – kto ceni klasyczną kreskę i niesamowite scenariusze, nasycone socrealistyczną lub czysto przygodową aurą, rekomenduję sięgnięcie po „Relax”. Ten magazyn jest kopalnią ciekawostek:
-
Pokazuje, jak autorski pomysł musiał mieścić się w granicach ustrojowych realiów.
-
Pozwala prześledzić początki współczesnych polskich gwiazd ilustracji.
-
Podarowuje dreszcz powrotu do lat dzieciństwa (jeżeli dorastałeś w tamtej epoce) bądź egzotyki PRL-owskiej, jeśli urodziłeś się później.
Nawet jeśli część tych historii wydaje się dzisiaj uproszczona lub miejscami toporna, to właśnie w tym tkwi urok. Owocują wrażeniem autentyczności i surowości, którą trudno znaleźć w dzisiejszych mainstreamowych komiksach.
12. Podsumowanie: istota magazynu „Relax”
„Relax” pozostaje w moich oczach symbolem polskiej kreatywności i radosnej, przygodowej fantazji w czasach, gdy wszystko było trudne do realizacji. Magazyn przetrwał kilka lat – niewystarczająco, by osiągnąć status wielkiej instytucji, lecz wystarczająco, by wpisać się w kulturowe dziedzictwo. Jego wpływ widać do dziś: w pamięci rzeszy fanów komiksu, w ciepłych wspomnieniach i na aukcjach kolekcjonerskich, gdzie komplet numerów potrafi być prawdziwym graalem.
Zachęcam do odwiedzenia Antykwariatu Szarlatan, gdzie od czasu do czasu udaje się nam zdobyć poszczególne numery tego legendarnego magazynu. Jesteśmy przekonani, że każdy miłośnik polskiej sztuki sekwencyjnej doceni spotkanie z oryginalnymi stronami i barwnymi okładkami sprzed kilku dekad. A jeśli sam posiadasz w domu te wyjątkowe egzemplarze i już nie są ci potrzebne, skup staroci i skup książek w naszym antykwariacie pozwalają na przekształcenie pamiątek w realną wartość – a przy okazji na to, by ktoś inny mógł dalej cieszyć się dawną magią „Relaxu.”
Ostatecznie – wierzę, że historia polskiego komiksu bez „Relaxu” pozostałaby niepełna i mniej barwna. Przyszłe pokolenia mogą podziwiać to pismo jako rodzaj skansenu epoki PRL-u, ale też jako dokument ciągłego poszukiwania wolności artystycznej w ograniczonej rzeczywistości. Mimo upływu lat – i w dobie cyfrowego przesytu – czasem dobrze jest rozsiąść się w fotelu, wziąć do ręki wypłowiały numer z lat 70. i chłonąć rysowane kadry z zakurzonego papieru. To przypomina o tym, że pasja do opowieści graficznych łączy pokolenia i że polski komiks zawsze potrafi wymykać się schematom, nawet wtedy, gdy nikt się tego nie spodziewa.
- Views136236
- Likes0



